I znowu listopad. I znowu idę długim terminalem i widzę za szybą słońce Barcelony. Wychodzę przed budynek i niepotrzebna mi żadna kurtka. Wsiadam do aerobusu, kupuję bilet "de ida y vuelta" i jadę do mojego ulubionego miasta.
Na parę dni przed społeczną konsultacją w sprawie suwerenności Katalonii, w samym środku nacjonalistycznego katalońskiego wrzenia, zaczynam swój pobyt w Barcelonie tradycyjnie już w Llavor dels Origens, w pasażu Born.
"Solo una?" - kelnerka upewnia się dwa razy, że jestem sama. Przynosi więc jedną kartę, z której wybieram ciecierzycę z owocami morza i karczochem. Do tego kieliszek cavy i... czego trzeba więcej wygłodniałemu po samolotowym niejedzeniu-bo-jedzenie-w-samolocie-jest-wstrętne człowiekowi?
Migawki z Barcelony
poniedziałek, 1 grudnia 2014
wtorek, 20 listopada 2012
Barcelona w listopadzie - 2012
"Orujo" - hiszpański winiak produkowany z wytłoków winogornowych, odpowiednik włoskiej grappy.
Bar "Bubo" naprzeciwko wejścia do kościoła Santa Maria del Mar - bardzo porządne tapas (krokiety z dorsza, ośmiorniczka po galicyjsku, nawet tapas "caprese" pyszny).
Meson del Cafe na C/Llibreteria, 16, blisko Placa Sant Jaume – kanapka z morszczukiem była podobno obrzydliwa, mini-paella była OK, za to zewnętrzna fasada, wystrój i atmosfera super.
Zakupy w Desigual.
Wystawa Alexa Prunes w galerii Sala Pares. Fajne miejsca, fajne klimaty, trochę jak ze snu:
Alex Prunes, wystawa indywidualna "Meditacions pictoriques".
wtorek, 13 listopada 2012
Barcelona po raz drugi - listopad 2012
Nowe zakątki, nowe wspomnienia. Ostatni dzień: Merkat Santa Caterina - "napotkany" przypadkiem - a tam jakieś szaleństwo. Obok targ z winem, w środku pełno ludzi, jedzą, piją, gadają, gwar straszny, to samo przy stolikach na zewnątrz, wszystko to w niskim, oślepiającym listopadowym słońcu.
Metro Urquinaona, świeży sok pomarańczowy w "Buenas Migas" na rogu, obserowanie przechodniów przez duże okno.
Carrer Rec Comtal, sklepiki i bary. Znowu sok pomarańczowy za "dos veinticinco, guapa".
Kościół Sant Pere - niespodzianka, ciche i zaskakujące miejsce.
Restauracja Hugo - kuchnia chilijska, chilijskie empanadas, pisco i pisco sour.
Sobotni wieczór: zatłoczony Born, zatłoczone "Llavor dels Origens".
Wczesne popołudnie na Placa de la Virreina w dzielnicy Gracia.
Balkony, niezliczone balkony, w Eixample, w Gracii, wszędzie...
Metro Urquinaona, świeży sok pomarańczowy w "Buenas Migas" na rogu, obserowanie przechodniów przez duże okno.
Carrer Rec Comtal, sklepiki i bary. Znowu sok pomarańczowy za "dos veinticinco, guapa".
Kościół Sant Pere - niespodzianka, ciche i zaskakujące miejsce.
Restauracja Hugo - kuchnia chilijska, chilijskie empanadas, pisco i pisco sour.
Sobotni wieczór: zatłoczony Born, zatłoczone "Llavor dels Origens".
Wczesne popołudnie na Placa de la Virreina w dzielnicy Gracia.
Balkony, niezliczone balkony, w Eixample, w Gracii, wszędzie...
Parroquia San Pedro de las Puellas (Sant Perre de les Puel.les) (Wikipedia)
Sant Perre de les Puel.les po Setmana Tragica w 1909 r. (http://www.flickriver.com/photos/jordipostales/sets/72157600032513027/)
wtorek, 7 sierpnia 2012
Opisanie Barcelony - kwiecień 2012
Opisać Barcelony się nie da, więc będą to tylko migawki i słowa wyrwane czasem z kontekstu.
ZASKOCZENIE
Dlaczego tu jest tak dużo ludzi? Kiedy wysiada się z aerobusu na Placa Catalunya, pierwsze, co się narzuca, to przekonanie: w tym mieście nie sposób odpocząć. Tłum, hałas, chaos.
W którą stronę iść? Gdzieś tutaj powinny zaczynać się Ramblas, ale plac jest tak wielki, że trzeba chwili, aby zorientować się w kierunkach. Jednak gdy już dotrze się do początku Ramblas, od razu wiadomo, że to one, choć nigdy wcześniej się tu nie było.
RAMBLAS
Ramblas robią wrażenie i tylko ci, którzy zostali wcześniej kilkakrotnie ostrzeżeni przed marnym jedzeniem, wysokimi cenami i złodziejami przejdą po Ramblach dostrzegając to, co tam jest naprawdę ważne - historię. Ale nie jest to łatwe, ze względu na przewalające się po deptaku masy ludzi, o każdej chyba porze dnia i nocy.
Nie lubię Rambli za tłumy i za naciągaczy, za to, że nie można nacieszyć się spacerem po nich, bez ściskania przewieszonej na krzyż torebki w mocnym uchwycie.
Lubię Ramble za drzewa, fasady domów, sklepów i cukierni, za rynek La Boqueria, operę Liceu, księgarnię naprzeciwko hostalu "Las Flores" i za to, że można tak szybko zboczyć w lewo i znaleźć się w Barri Gotic.
Ale nie... jeśli się wstanie tylko troszkę wcześniej, niż większość turystów, Ramble są trochę przyjemniejsze:
To się jednak szybko zmienia...
A kiedyś...
ZASKOCZENIE
Dlaczego tu jest tak dużo ludzi? Kiedy wysiada się z aerobusu na Placa Catalunya, pierwsze, co się narzuca, to przekonanie: w tym mieście nie sposób odpocząć. Tłum, hałas, chaos.
W którą stronę iść? Gdzieś tutaj powinny zaczynać się Ramblas, ale plac jest tak wielki, że trzeba chwili, aby zorientować się w kierunkach. Jednak gdy już dotrze się do początku Ramblas, od razu wiadomo, że to one, choć nigdy wcześniej się tu nie było.
RAMBLAS
Ramblas robią wrażenie i tylko ci, którzy zostali wcześniej kilkakrotnie ostrzeżeni przed marnym jedzeniem, wysokimi cenami i złodziejami przejdą po Ramblach dostrzegając to, co tam jest naprawdę ważne - historię. Ale nie jest to łatwe, ze względu na przewalające się po deptaku masy ludzi, o każdej chyba porze dnia i nocy.
Nie lubię Rambli za tłumy i za naciągaczy, za to, że nie można nacieszyć się spacerem po nich, bez ściskania przewieszonej na krzyż torebki w mocnym uchwycie.
Lubię Ramble za drzewa, fasady domów, sklepów i cukierni, za rynek La Boqueria, operę Liceu, księgarnię naprzeciwko hostalu "Las Flores" i za to, że można tak szybko zboczyć w lewo i znaleźć się w Barri Gotic.
Ale nie... jeśli się wstanie tylko troszkę wcześniej, niż większość turystów, Ramble są trochę przyjemniejsze:
To się jednak szybko zmienia...
A kiedyś...
© Archivo Fotográfico de Barcelona.
© Archivo Fotográfico de Barcelona.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










