wtorek, 13 listopada 2012

Barcelona po raz drugi - listopad 2012

Nowe zakątki, nowe wspomnienia. Ostatni dzień: Merkat Santa Caterina - "napotkany" przypadkiem - a tam jakieś szaleństwo. Obok targ z winem, w środku pełno ludzi, jedzą, piją, gadają, gwar straszny, to samo przy stolikach na zewnątrz, wszystko to w niskim, oślepiającym listopadowym słońcu.

Metro Urquinaona, świeży sok pomarańczowy w "Buenas Migas" na rogu, obserowanie przechodniów przez duże okno.

Carrer Rec Comtal, sklepiki i bary. Znowu sok pomarańczowy za "dos veinticinco, guapa".

Kościół Sant Pere - niespodzianka, ciche i zaskakujące miejsce.

Restauracja Hugo - kuchnia chilijska, chilijskie empanadas, pisco i pisco sour.

Sobotni wieczór: zatłoczony Born, zatłoczone "Llavor dels Origens".

Wczesne popołudnie na Placa de la Virreina w dzielnicy Gracia.

Balkony, niezliczone balkony, w Eixample, w Gracii, wszędzie...

Parroquia San Pedro de las Puellas (Sant Perre de les Puel.les) (Wikipedia)

Sant Perre de les Puel.les po Setmana Tragica w 1909 r. (http://www.flickriver.com/photos/jordipostales/sets/72157600032513027/)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz