wtorek, 20 listopada 2012

Barcelona w listopadzie - 2012

"Orujo" - hiszpański winiak produkowany z wytłoków winogornowych, odpowiednik włoskiej grappy.
 Bar "Bubo" naprzeciwko wejścia do kościoła Santa Maria del Mar - bardzo porządne tapas (krokiety z dorsza, ośmiorniczka po galicyjsku, nawet tapas "caprese" pyszny).
 Meson del Cafe na C/Llibreteria, 16, blisko Placa Sant Jaume – kanapka z morszczukiem była podobno obrzydliwa, mini-paella była OK, za to zewnętrzna fasada, wystrój i atmosfera super.
 Zakupy w Desigual.
 Wystawa Alexa Prunes w galerii Sala Pares. Fajne miejsca, fajne klimaty, trochę jak ze snu:
 



Alex Prunes, wystawa indywidualna "Meditacions pictoriques".
 

wtorek, 13 listopada 2012

Barcelona po raz drugi - listopad 2012

Nowe zakątki, nowe wspomnienia. Ostatni dzień: Merkat Santa Caterina - "napotkany" przypadkiem - a tam jakieś szaleństwo. Obok targ z winem, w środku pełno ludzi, jedzą, piją, gadają, gwar straszny, to samo przy stolikach na zewnątrz, wszystko to w niskim, oślepiającym listopadowym słońcu.

Metro Urquinaona, świeży sok pomarańczowy w "Buenas Migas" na rogu, obserowanie przechodniów przez duże okno.

Carrer Rec Comtal, sklepiki i bary. Znowu sok pomarańczowy za "dos veinticinco, guapa".

Kościół Sant Pere - niespodzianka, ciche i zaskakujące miejsce.

Restauracja Hugo - kuchnia chilijska, chilijskie empanadas, pisco i pisco sour.

Sobotni wieczór: zatłoczony Born, zatłoczone "Llavor dels Origens".

Wczesne popołudnie na Placa de la Virreina w dzielnicy Gracia.

Balkony, niezliczone balkony, w Eixample, w Gracii, wszędzie...

Parroquia San Pedro de las Puellas (Sant Perre de les Puel.les) (Wikipedia)

Sant Perre de les Puel.les po Setmana Tragica w 1909 r. (http://www.flickriver.com/photos/jordipostales/sets/72157600032513027/)


wtorek, 7 sierpnia 2012

Opisanie Barcelony - kwiecień 2012

Opisać Barcelony się nie da, więc będą to tylko migawki i słowa wyrwane czasem z kontekstu.

ZASKOCZENIE
Dlaczego tu jest tak dużo ludzi? Kiedy wysiada się z aerobusu na Placa Catalunya, pierwsze, co się narzuca, to przekonanie: w tym mieście nie sposób odpocząć. Tłum, hałas, chaos.

W którą stronę iść? Gdzieś tutaj powinny zaczynać się Ramblas, ale plac jest tak wielki, że trzeba chwili, aby zorientować się w kierunkach. Jednak gdy już dotrze się do początku Ramblas, od razu wiadomo, że to one, choć nigdy wcześniej się tu nie było.

RAMBLAS
Ramblas robią wrażenie i tylko ci, którzy zostali wcześniej kilkakrotnie ostrzeżeni przed marnym jedzeniem, wysokimi cenami i złodziejami przejdą po Ramblach dostrzegając to, co tam jest naprawdę ważne - historię. Ale nie jest to łatwe, ze względu na przewalające się po deptaku masy ludzi, o każdej chyba porze dnia i nocy.



Nie lubię Rambli za tłumy i za naciągaczy, za to, że nie można nacieszyć się spacerem po nich, bez ściskania przewieszonej na krzyż torebki w mocnym uchwycie.
Lubię Ramble za drzewa, fasady domów, sklepów i cukierni, za rynek La Boqueria, operę Liceu, księgarnię naprzeciwko hostalu "Las Flores" i za to, że można tak szybko zboczyć w lewo i znaleźć się w Barri Gotic.

Ale nie... jeśli się wstanie tylko troszkę wcześniej, niż większość turystów, Ramble są trochę przyjemniejsze:



To się jednak szybko zmienia...


 A kiedyś...

© Archivo Fotográfico de Barcelona.
© Archivo Fotográfico de Barcelona.